"Nikt nie może was powstrzymywać od głoszenia Ewangelii, bo wszyscy jej potrzebujemy, aby dobrze żyć i być szczęśliwym. (...) Bóg jest większy od naszej przeciętności, dajmy się Mu przyciągnąć! Zaufajmy Jego Opatrzności” – Leon XIV, 17 czerwca 2025r.
Wasze imiona zapisane są w niebie ...
Wejdź do radości swego Pana ...
Spontaniczny prezent: wyraz wdzięczności czy celebrowanie siebie?
Ostatnio naszła mnie niezwerbalizowana refleksja na temat podarków. Na ile miło jest być zaopiekowanym przez Opatrzność i ludzi życzliwych a na ile trzeba liczyć wyłącznie na siebie? To cenny wyraz wdzięczności czy nie?

Otóż tak sobie pomyślałem, że mało jest w moim życiu takich sytuacji, kiedy komuś coś zawdzięczam. Że od kogoś coś ważnego otrzymałem. Jasne pewnie jest tu dużo generalizacji, ale tak jest. Wyjątki duchowe, które pamiętam, to kilka zamówionych za mnie Mszy, jedna Margaretka (sprzed lat), jedna adopcja kapłana z 2011r. Kilka ciekawych książek, kilka różańców, prezenty memy jak np. śrubokręty. Zaczynam doceniać zasadę, żeby mieć i używać wyłącznie to, co dostałeś.
Nie tak dawno był czas prymicji. Na stronie jednej z parafii wyczytałem, że w ramach prezentu neoprezbiter otrzyma od parafii kielich z wygrawerowanym napisem i datą. Odniosłem to do siebie i tak sobie pomyślałem, że od parafii nie miałem takiego gestu. Swój kielich kupiłem sobie na 10tą rocznicę święceń. I tu pytanie. Czy w ogóle potrzebny jest mi własny kielich, czy wystarczy, że będę korzystał z parafialnych? Podobnie kwestia stuł. Mam mieć swoją z symboliką Serca Pana Jezusa i Serca Maryi (taką chciałem kupić na 20sto lecie święceń), czy wystarczy inna, zwyczajna biała, lub ładniejsza z prymicji? Inny ksiądz za swoją posługę wobec chorej otrzymał nową komżę z Rzymu. Nie jestem zazdrosny. Dostali prezenty czy słowa wdzięczności, ok, widocznie ich szanują. Ja nie dostałem, mnie szanować nie muszą. I znów refleksja, jedyną albę dostałem na prymicję. Wszystkie inne komże czy alby to moje zakupy. I znów pytanie. Potrzebne ładne, czy te co mam, zwyczajne. Jasne, ostatnia parafia, w której będę posługiwał, gdzie umrę, dostanie cały ten sprzęt. Ale, patrząc co się stało z wyposażeniem domu prałata, w tym liturgicznym, to książki zasiliły kontener, puszka jest w kościele, ale cała reszta nie zmieściła się do trumny. Chyba podobnie będzie ze mną. Bezsensowne okazało się polować na allegro na wybrane pozycje książkowe. Dla mnie ważne, dla innych nie, a zajmujące swoją objętością kolejne pudełka. A proboszczem nie zostanę jeszcze długie lata, tak aby całość zbioru stworzyła super fajną i użyteczną bibliotekę. Szczególnie, że byłem świadkiem jak dwie parafialne biblioteki wylądowały w kontenerze na śmieci. Mieć czy być? Nie mieć nic? Czy wystarczy na ścianie jedna ikona Jezusa, czy św. Tomasz lub św. Antoni, mogą być?
Kluczem do zrozumienia są kolekty ostatnich niedziel. Szczególnie ta z 17 N.Zwykł: "Boże, Obrońco ufających Tobie, bez Ciebie nic nie jest mocne ani święte, † spraw w swoim wielkim miłosierdziu, abyśmy pod Twymi rządami i Twoim przewodnictwem dobrze używali rzeczy przemijających * i nieustannie ubiegali się o dobra wieczne". Słowa klucze "dobrze używać", ale pod Bożymi rządami i przewodnictwem.
I chyba tak to rozumiem w chory sposób. Wiele książek, rzeczy, sprzętów, które były nabywane w celach duszpasterskich. Wiele z nich, aby rekolekcje wakacyjne czy ewangelizacje mogły być przeżyte w sposób godny i sprawny. Bo czy dziś potrzebuję megafonu? Albo ekranu? Jasne. Może się kiedyś przydać, ale ponieważ sekciarstwo nie determinuje moich urlopów, to niekoniecznie musi to być sprzęt, który jest pod ręką. Wiele pudełek po ostatnich przeprowadzkach nawet nie rozpakowałem. Z drugiej strony, wiele rzeczy, których nie używałem na poprzedniej parafii, tu się przydało np. patelnia i rondelek (na nowej nie będę miał okazji ich użyć, bo nie mam aneksu kuchennego). Czy potrzebuję dwóch foteli, jeśli nie było okazji kogokolwiek gościć? A może jednak ktoś kiedyś zapuka?
Oczywiście miło byłoby dostać nowy sprzęt fotograficzny w miejsce tego starego co mam. Ale na taki drogi prezent nie mam co liczyć. Nowsze bezlusterkowe Sony serii A7 z obiektywami z mocowaniem "e" mógłby mi ofiarować tylko jakiś bogacz. Więc działam nadal w mocowaniu "a" i starym body.
Nie biegam za nowościami. Dobra doczesne w większości postrzegam jako użyteczne. Mam stary rdzewiejący samochód. Prawie dziesięcioletni komputer, który już ledwo dycha na Win10 i jest już całkowicie stacjonarny. Projektor, kiedyś użyteczny na rekolekcjach i ewangelizacjach, dziś to kandydat do muzeum techniki, nie wiadomo, czy zdatny do posługi. Banery i gadżety z ewangelizacyjnych wydarzeń. Ktoś powie, w mieszkaniu masz czuć się dobrze, żeby odpocząć. Ale co, jak mieszkam w jednym magazynie? Plecak z materiałami do tej grupy, teczka do szkoły, torba na kolędę, walizka do Mszy w areszcie. Chyba mam jakiś poważny kryzys. Wystarczy sutanna uboga?
***
Już sześć razy zmieniałem parafię. To sześć okazji, aby nie było pożegnania. Przeważnie pokrywało się to z moim urlopem. Cyk był, cyk i nie ma. Zwyczajny los księdza. Nie ma wpływu gdzie mieszka. Jest zdany na zapisaną kartkę A4 z pieczęcią i podpisem. Dziś tu a za chwilę tam. Dziś jest znośnie, a jutro nie ma się gdzie pomieścić książek, albo nie ma aneksu kuchennego. Podobnie będzie i tym razem. Raczej bez wzniosłych słow "dziękujemy". Dwie grupy się wyłamały i dostałem książkę oraz prezent w postaci Mszy Świętych. Kilka osób, dowiedziawszy się z internetu, obiecało modlitwę. Inne pewnie odetchnęły, że odchodzi ksiądz, który nie za chętnie udzielał Komunii na rękę. Czy chciałbym być publicznie pożegnany? Nie wiem. Do tej pory żadna parafia mi tego nie zrobiła. Wystarczyła wzmianka w ogłoszeniach w ostatnią niedzielę przed zmianami. Tak po angielsku. Może inni mieli pożegnania przede mną ale inni to przecież nie ja. Może inne parafie były wdzięczne na neoprezbitera z Warszawy, moja nie. Może inne wspólnoty czy parafie żałowały, że ksiądz odchodzi. W moim nekrologu ktoś napisze: wikariusz parafii tej, tamtej, takiej, owakiej. I ktoś przeczyta i powie: oooo, to on u nas kiedyś był? Słucha nieużyteczny, który robi to, co mu zlecono.
Ps. Jednak obecna parafia chce mnie pożegnać. Dzieję się panie, oj dzieje. Idzie nowe. Cuda, cuda, ogłaszają. :)
|
|
Prośba! :) Zbieram i kolekcjonuję [->] stare modlitewniki (sprzed II Soboru Watykańskiego) [- Modlitewnik ->]. Lubię się z nich modlić. Warto do nich sięgać. [->] Masz taki i nie wiesz co z nim zrobić? Jeśli chcesz, aby modlitewnik trafił w dobre ręce, albo chcesz sprawić mi radość, to skontaktuj się ze mną i zwyczajnie przyślij mi go. :) Będę bardzo wdzięczy. A dodatkowo zawartość modlitewnika wzbogaci mój dział modlitw na stronie i może ktoś jeszcze skorzysta.
|

Profil katolickich duchownych.
więcej w zakładce: "Kapłaństwo" oraz "Strony i blogi księży".
Odwiedza nas 123 gości oraz 0 użytkowników.
|
Zabrania się kopiowania i rozpowszechniania materiałów znajdujących się na tmoch.net (szczególnie autorskich grafik i fotografii) bez zgody właściciela witryny. Niniejsza witryna jest w ciągłym rozwoju; strony są dodawane, modyfikowane i... czasami niektóre usuwane. Czasem pozwalam sobie modyfikować, poprawiać bądź uaktualniać już istniejące notki. Taki już jestem :) Aby wesprzeć dzieło ewangelizacyjne "tmoch.net", zobacz zakładkę "wsparcie" [->]. |
|||||||
| |