Ojcze, bądź moją drogą, bądź Źródłem

ADAM

1.
Nazajutrz wypadło nam iść przez gąszcz. Na skraju lasu,
tam gdzie kończą się wspaniałe wysokopienne sosny,
a razem z nimi cień - tam gdzie kończą się sosny,
a razem z nimi igliwie i mech, tam gdzie kończy się miękkie
poszycie, a zaczyna się wyrąb:
plątanina krzaków i odrośli, poprzez które trzeba się przedrzeć
przy zbieraniu malin lub ostrężnic.
Nasza droga prowadzi tamtędy.
Jednak nie wystarczy patrzeć z zewnątrz. Musisz wejść.
Ten gąszcz, który jest we mnie, znasz: iluż ludzi
zdobędzie się na przekonanie, że żaden z nas
nie jest całością zamkniętą i ostateczną? Nosimy tylko w sobie
treść, która w swej postaci absolutnej nas przerasta,
a jesteśmy do nie przywiązani i od niej zależni.

Czyż nie prawda,
że ojcostwo jest nie tylko ciężarem, który trzeba samotnie podjąć
- i nie jest też przywilejem, z którego korzystasz sam?
A teraz ty: idziesz ze mną razem. Rezerwat dziecka -
Kto ma prawo do niego wejść? Takie prawo z pewnością ma
ojciec. Ja wszakże tylko oznaczam tę Wielką Treść.
Jesteś bardzo nieśmiała. To nie jest jeszcze prostota.
Choć jesteś także prosta: gdy czegoś nie umiesz wyrazić,
gdy się wstydzisz twojego uczucia, umiesz płakać w skrytości.
Umiesz także przynieść bukiet kwiatów i ustawić na biurku
nie wiadomo kiedy.
Jesteś zasklepiona w swych sądach, a te płyną z pierwszego odczucia.
Trudno ci stanąć poza tym - stąd bywasz często tak obca
nawet wśród ludzi życzliwych. Asymilujesz się z trudem.
Jesteś przy tym bardzo ambitna, a twoja słowność graniczy z uporem
Patrzę w twoje rysy, które rzeźbią się same. Patrzę w rezerwat
dziecka - nieprzenikniony. Uśpił cię nadmiar przyrody,
który harmonizuje z niedosytem w człowieku.
Pozostaję nadal samotny.
Nagle budzi mnie szelest. Nie jestem samotny, bo drżę.
Lśniący kadłub wzorzysty dygoce rytmicznie wśród trawy,
tętni miarowym oddechem. Na przedeptanej smudze
zwinęła się w kłębek gwałtownie i wyrzuciła języczek
żmija.
Najwyraźniej była podrażniona.
Nie jestem samotny, bo drżę.
Cała świadomość tętni tą jedną treścią "żmija" 
- ta treść do niej przylega od zewnątrz.
A równocześnie zjawia się druga treść, która przylega od wewnątrz.
"Dziecko". Trzeba ochronić to dziecko!
Jestem ogromnie wzruszony. Wiem, że coś już się stało.
Nie wiem jeszcze dokładnie - co.

MONIKA

Wiem, że ominął mnie lęk. Cały lęk wziąłeś na siebie.
Idziemy w stronę lasu, trzymam cię za rękę jak nigdy
nikogo... Żmija zginęła gdzieś w trawie, ocaliłeś mi chyba życie.
O czym myślisz?

ADAM

Myślałem o twoim Ojcu. Dał ci życie.

MONIKA

Czy nie dałeś mi życia na nowo?

ADAM

Nie. Tylko wziąłem z ciebie
to, co się Jemu należy. Mogę tylko w twojej wyobraźni
kojarzyć się z myślą o Ojcu. Mogę tylko oznaczać dla ciebie
te Wielką Treść... Czyż potrafię cię dziś znów urodzić?
To są ramy.

MONIKA


Wypełń, wypełń je sobą! Wypełń je sobą koniecznie!
Czy ty wiesz, jak jesteś potrzebny, ile wzięłam z ciebie i wciąż biorę?
Lecz nie to, że jesteś potrzebny Pragnę kochać bez żadnej potrzeby,
idąc prosto sercem w jakąś treść, co jest prosta i wielka zarazem,
a w której człowiek się mieści, nie mogąc jej zmieścić w sobie.

ADAM

Wiem, że nie kochasz z potrzeby - lecz jesteśmy na śladach tej Treści,
co jest wielka i prosta zarazem. Czyż ja mogę dziś ciebie urodzić?
Czy ty możesz urodzić się ze mnie?
Pozostaje tylko skojarzenie
(życie, co prawda, powraca wciąż w te same miejsca odwieczne -
tylko nas już tam nie zastaje...)
Ach, Dziecko, jak głęboki ból, że nie mogę cię urodzić na nowo!
- chociaż wówczas nie byłabyś tą, którą jesteś
A dla tej
mogę tylko jakby z zewnątrz oznaczać tę Wielką Treść,
tę treść, w którą się garniemy całym swoim człowieczym jestestwem,
od pewnego zwłaszcza momentu...
"Ojciec, ojciec", czymże brzmi to słowo?

MONIKA

Czy jeszcze nie nadszedł ten moment, by ono brzmiało
dla mnie tobą a dla ciebie mną?

3.

Idziemy dalej. Płynie potok - idziemy w górę, pod prąd:
pośród sosen opodal, można zanurzyć stopy. Uczyń to.
Potok jest chłodny, cicho spada woda po kamieniach,
jej szemranie narasta powoli na całej długości biegu.

MONIKA

Zanurzam stopy. Jakiż chłód kojący - jaka świeżość - jakie odrodzenie!
Oto we wszystkie komórki na nowo wstępuje życie.
Ach, gdy się rodzę na nowo z tego leśnego potoku,
wtedy proszę: bądź dla mnie wodą!
Proszę: bądź wodą dla mnie!

CHÓR

1.
Zeszliśmy nad chłodny potok płynący w cieniu tych sosen opodal -
nikt nie rozpozna śladu naszych stóp. Woda nie jest kamieniem,
ani też nie jest gliną, w której ślady stóp swoich odciśniesz.
Woda w tobie odcisnęła swój znak
- czy zostawiła tylko chłód i uciszenie ciała?

2.
Zeszliśmy nad chłodny potok, który wyżłobił sobie
w łagodnym zboczu góry i sosen dostojnym cieniu
łożysko własne -
Brzegi wody są zarazem krawędzią ziemi i krawędzią myśli człowieka -
tędy wzrok przepływa w przedmioty, w małe drzewka i kamyki na dnie.

ADAM

3.
Zeszliśmy nad leśny potok, aby ciebie pochwalić, wodo,
która urodziłaś na nowo człowieka - i przeszłaś nieświadoma
swojej własnej dobroci.
Chwalę ciebie, chłodna leśna wodo, 
żeś ocaliła dla mnie ten oddech,
który czuję tak blisko serca: oddech dziecka przy moim ramieniu.

MONIKA

Ja nie ruszę się z tego miejsca: z miejsca dziecka nigdy się nie ruszę. -
Pragnę ogarnąć ciebie całym moim dzieciństwem, które kiedyś
śledziłeś na kartach albumu... potem przyszły lata dziewczęce...
kocham ciebie za całe "wczoraj", którego przecież nie było -
i za "dzisiaj", które przecież jest i w którym "wczoraj" się mieści.

ADAM

No właśnie, czy pomieścimy?... Jakżesz znajdę twe lata dziecięce
w tym, co jest teraz? Będzie mi ich straszliwie brak.
Cała przeszłość zbiega się w to miejsce - nagle, nagle powracają lata...
ty nie możesz w nie wrócić, lecz one mogą wezbrać na nowo i przyjść,
zalewając ci serce. Dziecko, dziecko. Jakże wejść w ten zalew?
Wejdę - z ogromnym drżeniem - cała przeszłość ruszyła ku nam
i przelała się przez teraźniejszość... Prowadziłbym cię 
jak małą dziewczynkę
za rękę. Potem bym wracał i rozdzielał na "rok po roku"
to, co tu wszystko jest "naraz". Jakże ogarnąć to wszystko?

MONIKA

4.
Zeszliśmy nad leśny potok. Powiedz, czy tutaj
nie jesteśmy w najgłębszym punkcie jakiegoś dziwnego ciążenia?
Jakże mogę ciebie ogarnąć całym moim dziecięcym jestestwem?

ADAM

Popatrz raz jeszcze: potok - wstępujesz w wodę,
która spada stąd ciągle w dół.
Czy przez potok nie dosięgasz ŹRÓDŁA, z którego się wszystko poczyna?
Czy przez potok nie ogarniasz ŹRÓDŁA?

MONIKA

I ŹRÓDŁO MNIE TAKŻE OGARNIA przez potok.