|
Karol
de Foucauld urodził się w Strasburgu w 1858 r. Zachowuje w pamięci wzruszające
wspomnienia swej matki, która wypełniała jego dzieciństwo. Matka umiera
jednak marcu 1864 r., a kilka miesięcy później umiera jego ojciec. W wieku
6 lat Karol jest dzieckiem zranionym... Odkrycie Jezusa z Nazaretu Pielgrzymka
do Ziemi Świętej odkrywa przed nim oblicze Jezusa z Nazaretu, Syna Bożego,
który przyjął nasze ciało i przeżył 30 lat skromnym życiem robotnika na
wsi. To ubóstwo i pokora są dla Karola wezwaniem. Pisze: Braterska obecność w sercu pustyni "To co uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, Mnieście uczynili". To zdanie wstrząsa całym życiem brata Karola. Każe mu porzucić samotność, którą tak kocha i iść do miejsc najbardziej opuszczonych, gdzie Jezus czeka na niego w tych, którzy są biedni i cierpią. Chce też nieść ludziom, którzy nie znają Boga, Jego miłość, która płonie w jego sercu jak ogień. Brat Karol odkrywa to, o czym w pierwszych wiekach chrześcijaństwa mówi św. Jan Chryzostom: że trzeba być tak samo uważnym na obecność Jezusa w ubogim, jak i w Eucharystii. To upodobanie Boga w ubogich, grzesznikach, opuszczonych, wyprowadza Karola z pustelni i każe mu wieść życie wciąż miłośnie oddane Panu, ale coraz bardziej nastawione na gościnność, dyspozycyjność, braterską wymianę z najbiedniejszymi. I tak w sierpniu 1900 opuszcza definitywnie Nazaret, spędza kilka miesięcy w opactwie Matki Bożej śnieżnej, by przygotować się do święceń kapłańskich. Wyświęcony 9 czerwca 1901 r. Przez biskupa Viviers, wyjeżdża kilka miesięcy później do Algierii i osiedla się na Saharze, w oazie w pobliżu Beni - Abbes, blisko granicy z Marokiem. Nie buduje pustelni, ale "fraternię", tzn. dom, którego drzwi są zawsze otwarte dla tych, którzy przychodzą, niezależnie od tego, z jakiej są rasy, religii czy narodu. Brat Karol pisze: "Chcę przyzwyczaić tutejszych ludzi, chrześcijan, muzułmanów, żydów, pogan..., by patrzyli na mnie jak na swego brata, brata powszechnego. Zaczynają już nazywać ten dom "Fraternią" - i niezwykle jest to dla mnie miłe". Cierpliwość w nawiązywaniu przyjaźni Po 3 latach pobytu w Beni - Abbes, brat Karol dowiaduje się o istnieniu pewnego biednego i trudno dostępnego ludu: Tuaregów. W 1904 r. przyjaciele - oficerzy proponują mu podróż, która pozwoli mu nawiązać kontakt z tymi ludźmi. I brat Karol znów rusza w drogę. W ciągu więcej niż trzech miesięcy przemierza pustynne szlaki, by w końcu dotrzeć do dziewiczych gór Hoggaru, gdzie koczuję małe grupy Tuaregów. Od momentu dotarcia do nich czuje się przynaglony, by się wśród nich osiedlić. Jednak nieufność tych plemion wobec okupanta, którym jest Francja, jest duża i dopiero po roku szef Tuaregów, Mussa Ag Amastane, pozwala bratu Karolowi osiąść w Tamanrasset. Brat Karol, sam, bez żadnego oparcia, zawierza temu słowu i osiedla się w ubogim domku z gliny, postawionym w kilka dni. Od pierwszych dni z entuzjazmem zabiera się do studiowania ich języka. Próbuje się wsłuchać w ich kulturę, przepisując setki wierszy, śpiewanych wieczorami przy ognisku, poprzez które pokolenia przekazują sobie historię i ducha swego ludu. Brat Karol nosi w swym sercu ogromne pragnienie, by mówić im o Jezusie i Ewangelii. Szybko jednak uświadamia sobie, że nie nadszedł jeszcze czas głoszenia. A więc jedynie poprzez cierpliwie nawiązywanie przyjaźni i przez dobroć próbuje im powiedzieć, kim jest Bóg. W roku 1909 pisze: "Chciałbym być tak dobry, by mówiono: Jeśli taki jest sługa, jaki więc musi być jego mistrz?" Podobny do Jezusa w życiu i śmierci W 1914 r. wybucha pierwsza wojna światowa i przemoc dociera aż do pustyni Hoggaru. Plemiona zaczynają się burzyć przeciw okupacji francuskiej i wzrasta brak bezpieczeństwa. Brat Karol wie, że znajduje się w miejscu coraz bardziej niebezpiecznym. Otrzymuje propozycję schronienia się w jednym z francuskich posterunków, ale nie chce opuścić tych, którzy go przyjęli 10 lat wcześniej. W przeciągu tych lat przyjaźń i zaufanie pogłębiły się i Karol czuje się związany z Tuaregami więzami głęboko ludzkiej solidarności. Całe swe życie dążył do naśladowania Jezusa z Nazaretu, który kiedyś oczarował jego serce, i pragnie iść za Nim w Jego męce i śmierci, aby w ten sposób dać Mu dowód największej miłości. Wieczorem 1 grudnia 1916 r. zostaje wzięty na zakładnika przez grupę rebeliantów, którzy - nie mieli zamiaru go zabić. Jednak w momencie ogólnej paniki, ten który pilnował go, pociągnął za spust i brat Karol staje się ofiarą przemocy tak jak wielu innych w ciągu tych lat wojny. Umiera w osamotnieniu, jak ziarno pszenicy, ale jest to też znak nadziei, że braterstwo między ludźmi jest silniejsze niż nienawiść rozdzierająca narody. Mussa Ag Amastane, szef Tuaregów, który stał się jego przyjacielem i który był wiernym i gorliwym muzułmaninem, pisał do siostry brata Karola 15 lat po jego śmierci: "Karol marabut, nie umarł tylko dla was, umarł też i dla nas. Niech Bóg obdarzy go swoim miłosierdziem i obyśmy spotkali się z nim w Raju". http://www.zakony.katolik.pl/sce/index.php?dz=kib&p=4&lo=b&nr=200504
|
|
|